niedziela, 8 maja 2016

Zjazd w Owidzu

Owidz na dobre zagościł na naszej wyjazdowej mapie. Może samej osadzie brakuje trochę życia, ale stanowi świetną bazę dla wypraw, czy warsztatów. Tym razem w planach był spacer po okolicy i musztra, oba wykonane na sto procent. Kuchnia pracowała pełna parą, a w słońcu przy gotowaniu na wolnym ogniu można się było usmażyć. Bądź udusić w sosie własnym. Właściwie wszyscy wracaliśmy z tego wyjazdu przejedzeni.

Fotografia: Katarzyna Filarska
Przetestowałam wspaniały gliniany garnek zrobiony zimą przez Magdalenę Kopiczko. Jak dla mnie glina spisuje się na ogniu po prostu wspaniale. Kasza nie przywiera, niewiele dań się przypala, z tym, że w glinie należy gotować, smażyć lub dusić produkty, które potrzebują równomiernej temperatury i długiego czasu obróbki. Wynika to z faktu, że glina rozgrzewa się powoli, ale potem długo trzyma ciepło. Żelazne kociołki i patelnie z kolei są niezastąpione go szybkiego obsmażania lub zagotowywania. Trzeba też wiedzieć, jaki ogień stosować do żelaza, a jaki do gliny.
W sumie, jak o tym dłużej pomyślę, to jest to cała sztuka.
Mam takie małe marzenie, żeby sprawić sobie płaską patelnię glinianą na nóżkach i smażyć na ognisku naleśniki. Albo racuchy. Może też wtedy opisze krok po kroku, jak to najlepiej zrobić.

Podczas spaceru okazało się, że przekroczenie mizernej rzeczki i niewielkich bagnisk u jej brzegów to zajęcie na całą godzinę. Nie wiem, z jakim skutkiem forsowalibyśmy rzekę Wieżycę w pełnym biegu, ale pewnie była by to sprawa na cały dzień.

Kij podróżny okazał się niezastąpiony podczas wspinaczki na nadrzeczne skarpy, więc zawsze dobrze jakiś w ręku mieć.

Zapomnieliśmy tym razem zabrać ze sobą łyżek, co na na szczęście dało nie nadrobić dzięki życzliwości Oli, ale co gorsze zapomnieliśmy też bukłaka. Tego braku nie dało się zastąpić i w efekcie odwodniliśmy się i zaliczyliśmy udar cieplny po spacerze. Mimo to spacer był świetny.

Dopisała pogoda, towarzystwo i humor.

Garść zdjęć z wyjazdu jest tu.