piątek, 20 października 2017

Krótkie spodnie

Czasem trzeba zrobić coś dla siebie i to jeszcze nic z rekonstrukcji. Postanowiłam się zatem nauczyć robić kieszenie wpuszczane. Sztuka ta okazała się bardzo prosta, więc poszłam za ciosem i do kieszeni doszyłam spodnie.
Trochę sobie żartuje. Kupiłam na Allegro sporo tkanin, które okazały się nie do końca takie jak w opisie i musiałam wymyślić coś, żeby je przetworzyć bez poczucia straty.
Posegregowałam wykroje z kursów szycia w Anwo S.C. i zdecydowałam, że przypomnę sobie jak się szyło spodnie. Zaczęłam od krótkich, żeby w razie porażki zmarnować mniej tkaniny.

Na początek odrysowałam formę spodni na nowym papierze, bo moje kursowe portki miały kieszenie w ramce a nie takiego typu jak w dżinsach. Dorobiłam kieszenie i skroiłam materiał.
Zszycie części było proste, ale na rozporek przeznaczyłam sobie cały wolny wieczór, bo nie pamiętałam, jak się go robi. Na szczęście są filmiki na YouTube. Sporo też dało mi spokojne przyjrzenie się poprzednim spodnim, kupionym w sklepie.
Nie od razu wszystko wyszło jak trzeba, musiałam pruć parę krzywych szwów, ale ogółem jest  dobrze.

Zapominałam o wycięciu tyłów ze złożonego materiału więc kratka nie jest spasowana. Pasek niezauważenie zmienił szerokość w trakcie wszywania a jego zakończenia poprawiałam pięć razy i w końcu dałam spokój. Na szczęście to moje spodnie i mogą być krzywe.

Wykrój robiłam w czerwcu i od tego czasu chyba schudłam, bo mam luzy w pasie. Na razie niczego nie zwężam, bo pewnie po zimie trzeba byłoby poszerzać ;)

Gotowe :)

wtorek, 10 października 2017

Ceramika bizantyjska

Zrobiłam na zamówienie trochę misek z terenów Cesarstwa Bizantyjskiego, datowanych na XI i XII wiek. To była przyjemność. Miski wychodzą mi już całkiem ładne, równe, cienkościenne. Wyrobiłam się.

Szkliwo jest bardzo ciekawe, nałożone cienko daje głęboki odcień brązu, a nałożone grubo słoneczną żółć. Dzięki temu miski wyglądają na starsze, niż w rzeczywistości ;)

Zdjęcia zrobiła Monika Urbańska-Ilecka, z Pracowni Mansarda.







piątek, 6 października 2017

Paskudna wełna, czyli jak się zmobilizować :)

Nogawice ze wstrętnej wełny
Kupiłam kiedyś na Allegro wełnę 100%, z której zamierzałam uszyć sobie piękna sukienkę w pasy. Miała być tkana splotem płóciennym, jasnoszara z bordowymi paseczkami. To, co dostałam było jakimś okropnym diagonalem z wystającym, metalicznym włosiem, gryzącym jak papier ścierny.

Byłam wtedy jakaś nieśmiała i nie zwróciłam tego paskudztwa, choć powinnam. Przez 10 lat przerabiałam tą wełnę, było tego ze cztery metry, więc szło powoli. Porobiłam kaptury z podszewką, spodnie wczesne, płaszczyki i w końcu nogawice dla mnie. 
Kiedy zaczynałam zabawę w reko uszyłam sobie pełny męski strój - nogawice, dublet, koszule i gacie i dumnie paradowałam w nim po Grunwaldzie. Ponieważ źle dobrałam materiał na nogawice i był to sztywny loden, to oczywiście pękły pierwszego dnia po założeniu. Na szczęście w zapasie miałam bawełniane portki kupione na straganie dla turystów za 20 zł i te szmaciaki służyły mi ponad 10 lat na każdej inscenizacji. 

W tym roku pojechaliśmy na inscenizację do Torunia, i jakoś mnie naszło, żeby w końcu uszyć męski strój na nowo zamiast wstydliwie opychać pod przeszywką koszulę z ikeowskiej bawełny i stare spodnie z zamkiem błyskawicznym. Z braku materiałów wyciągnęłam resztki ohydnej wełny w paski, zesztukowałam co się dało i zrobiłam nogawice. Za krótkie, źle spasowane, ale jednak. W Toruniu były tropiki i przeklinałam moje głupie pomysły :)
Nowy wykrój



Pomyślałam po powrocie, że więcej tego dziadostwa na siebie nie założę i kupię porządny materiał. z Wolina przywiozłam ładny kawałek wełny w kolorze "jasny ugier" i zabrałam się do dzieła. Nieudane nogawice posłużyły jako wzornik na nowe. Potem idą do  śmieci, bo ileż można się męczyć z tą wełną. Niech zostanie już tylko wspomnieniem :)



Nie ma to jak ręczne szycie :)

środa, 4 października 2017

Lengberg

Suknia i bielizna z Lengbergu. Krótki, ale napakowany informacjami film przedstawiający rekonstrukcje ubiorów z zamku Lengberg. Jest w nim sporo technicznych szczegółów i ciekawostek krawieckich.

Giezło

Giezło na początek XV wieku. Ten model dopasowywany jest tylko w biuście, a poniżej jest luźny.
To, co należy zmierzyć aby zrobić wykrój to:



a. szerokość w ramionach
b. obwód w biuście
c. długość giezła
d. długość rękawa
e. obwód ramienia
f. obwód nadgarstka



Głębokość dekoltu dopasowuje się po zszyciu całości tak, aby nie wystawał spod sukni. Zapas na podłożenie to 2 cm, a zapas na szwy to 1,5 cm.


poniedziałek, 2 października 2017

Dutch coat

Jeden z najszybciej uszytych ciuchów - tylko 2 dni. Mój rekord to 3 godziny, ale tego chyba długo nie pobiję.

Biały płaszcz na pierwszą ćwierć XVII wieku, tak zwany dutch coat. Przyodziewek dla żołnierza. Brakuje mu podszewki i kołnierza - nie byłam pewna, czy kołnierz był obowiązkowy, a podszewki zwyczajnie nie miałam z czego zrobić. I tak jestem zadowolona :)



Ciuch szyje się z ćwiartek materiału, podobnie jak średniowieczne robe czy houppelande. Różnica jest w wykończeniu - skrzydełka i mankiety rękawów.

Selfie szczęśliwego właściciela :)

wtorek, 12 września 2017

Długie lato

Pogoda nie dopisała w tym roku, ale mimo wszystko udało mi się trochę pojeździć po Polsce. Zaczęłam od Grunwaldu, potem był Wolin a główną część sezonu skończyłam na wycieczce na Twierdzę Fantastyki do Giżycka.

Przed Wolinem uszyłam wszystko, co musiałam uszyć i schowałam maszyny do szafy, żeby nie uszkodziły się podczas remontu pokoju. Z remontu nie wyszło nic, zdarza się. Za to ja odpoczęłam od szycia i wróciłam do rysowania. Kiedy wczoraj wydobyłam Juki na powierzchnię poczułam znowu radość z tego, że szyję. I o to chodziło.

Grunwald sprawił mi sporo radości. Może dlatego, że pogoda wyjątkowo dopisała. Co roku zastanawiam się, po co tam jadę i co roku spotykam ciekawych ludzi, o tabunach znajomych nie wspominając. Jest okazja do zakupów i testowania różnych średniowiecznych koncepcji w praktyce.

Na Wolinie nie byłam od 6 lat. Obszyłam się na szybko i ruszyłam ze znajomą ekipą jako pomoc obozowa. Pogoda znów dopisała i przez te kilka dni nie padało, dzięki czemu nie utonęliśmy w błocie, tylko wdzięcznie unosiliśmy się na jego powierzchni. Mogłam do woli porównywać podejście "wczesnych" i "późnych" do rekonstrukcji, walki, obozowania czy nawet nazewnictwa. To było ciekawe doświadczenie. Poza tym wielkie targowisko robi wrażenie i można na nim wypatrzyć niezłe cuda. Jest jakby luźniej i bardziej spontanicznie niż na Grunwaldzie,może dlatego, że łatwiej o integracje bez podziału na terytoria poszczególnych chorągwi.

W międzyczasie pojeździliśmy na małe wypady reko albo pokazy, tak na jeden dzień, jak na piknik. Taki wyjazd nie wymaga przygotowań, jest się blisko domu i w razie niepogody można wrócić w pól godziny. Same zalety :)

Ostatni wycieczka na festiwal fantastyki była najciekawsza ze względu na kompletnie inne podejście ludzi do tematu stroju i szpeju. Obowiązuje zasada 5 metrów, czyli jeśli coś wygląda dobrze z tej odległości, to wszystko jest ok. Nikt nie ma odruchu "chować plastik". Można się pokłócić całkiem poważnie o to, czy na zbroję lepsza jest pianka EVA czy spienione PCV. Albo o szkołę malowania figurek.
Poczułam, że mam wielkie braki w ostatnio popularnych książkach, a jeśli chodzi o gry komputerowe, w które nie gram wcale, to już porażka. Trzeba mi tłumaczyć dowcipy.

Za to postrzelałam z broni ASG, opiłam się boskiej kawy dzięki Maćkowi Reihlowi i jego berberyjskiej placówce i pośmiałam na prelekcjach. Okazało się, że w kilku tematach jestem bardziej obyta niż prelegent, a Connor i Leszek z którymi miałam przyjemność się bawić to już specjaliści, których trudno zagiąć.
I poczułam, że kiedy projektuje się coś do użycia na LARPach albo o cosplayu, to właściwie wszystko można. Nie jestem ograniczona do tego, co realne, wykopane, zmierzone i sprawdzone. Muszę się oswoić z ta myślą - dla mnie to prawdziwa rewolucja. Zdębiałam, gdy sobie uświadomiłam, że robiąc spódnicę stęampunkową można wszyć w nią gumkę. Można zrobić metalowe nabijane oczka w sznurowaniu. Bo ogranicza mnie tylko estetyka. Wow... To takie inne podejście niż reko.

Teraz myślę sobie, że w przyszłym roku dorzucę kilka fantastycznych imprez do mojego kalendarza. Warto :-)