niedziela, 11 lutego 2018

Ceramika

Zimą świetnie się siedzi przy piecu, zwłaszcza, jeśli wypalają się w nim nowe skorupy :)

Tym razem miski bizantyjskie od XI do XII wieku i irańskie z X wieku.


Iran - wzór malowany angobą.

Iran - wzór malowany angobą.

Bizancjum - technika sgraffito. 

Bizancjum - technika sgraffito. 



środa, 17 stycznia 2018

Żakiet

Przez kilka miesięcy odpoczywałam od szycia i poświęcałam swój wolny czas wyłącznie rysunkom. Zregenerowałam siły i zaczęłam ambitniej podchodzić do swojego szycia.  Postanowiłam popracować nad współczesnymi ciuchami, zwłaszcza, że dzieci rosną szybko i nowa garderoba potrzebna jest co sezon.  Najczęściej wydzierają się portki, więc mądrzejsza o wiedze z kursu szycia spodni zabrałam się do dzieła. Na rozgrzewkę powstały różne pary dresów, dziecięce i dorosłe. Pomyślałam, że mam trochę dosyć Burdy i trzeba spróbować czegoś nowego. Kupiłam numer Ottobre Woman i zakochałam się od pierwszego wejrzenia J

Modele są proste, część z nich to tylko wariacje na tej samej formie, więc łatwo je opanować. Opisy po angielsku mi nie przeszkadzają, bo po polsku w Burdzie czasem mało co rozumiem ;) .
Rozrysowanie form na papierze jest gęste, ale czytelne. Papier do wykrojów dodany do pisma jest świetny, bardzo przejrzysty zarazem mocny. Nie miałam żadnych problemów ze skopiowaniem formy, zwłaszcza, że rysuje się po nim jak po kalce technicznej. Nie znoszę półpergaminów, na których nie trzyma się ołówek.

Zaczęłam z przytupem, czyli od marynarki bo w mojej pracy są przeciągi i marznę, a jednak sowa z chciałabym wyglądać  ładnie.  Kupiłam stabilną dzianinę dresową z meszkiem o minimalnej rozciągliwości i przystąpiłam do dzieła.

Formy nie musiałam na siebie spasowywać, po prostu wybrany rozmiar leży na mnie jak ulał. Super sprawa!

Dzianina okazała się trochę zbyt masywna na wybrany model i z wyglądu mocno przypomina kurteczkę a nie żakiet, ale właściwie mi to nie przeszkadza. Material jest ciepły, a o to przede wszystkim mi chodziło.

Szycie korpusu to było prościutkie, rękawy wstawiłam z marszy, ale kołnierz okazał się wyzwaniem. Pomogła grupa szyciowa na Facebooku - przez wiele postów wymieniałam zdjęcia i uwagi na temat szycia, ale w końcu się udało. Błędy oczywiście są - jeden nawet wyłazi w kołnierzu, który jest zbyt gruby i ciągle się odwija, ale nie wiem, czy mam siłę na poprawki. Na razie z powodzeniem używam jej w pracy i nikt nie domyśla się, że nie kupiłam jej w sklepie :)


środa, 13 grudnia 2017

Dres

Koniec roku jest zawsze intensywny. Zwłaszcza w pracy. Czasu na hobby zostaje niewiele, wyjazdy się kończą i motywacja spada.
Dzieciom trzeba wymienić garderobę na zimową, więc ugrzęzłam w szyciu różnych spodni i bluz. Nawet czapki mikołajowe się trafiły :)

Ale czasem, w wolnej chwili udaje się zrobić coś fajnego, i to na szybko - na przykład dresowe spodnie z dzianiny, która chyba od pół roku czekała na swoje pięć minut.

Oto efekt!

Zadowolony właściciel :-)

niedziela, 22 października 2017

piątek, 20 października 2017

Krótkie spodnie

Czasem trzeba zrobić coś dla siebie i to jeszcze nic z rekonstrukcji. Postanowiłam się zatem nauczyć robić kieszenie wpuszczane. Sztuka ta okazała się bardzo prosta, więc poszłam za ciosem i do kieszeni doszyłam spodnie.
Trochę sobie żartuje. Kupiłam na Allegro sporo tkanin, które okazały się nie do końca takie jak w opisie i musiałam wymyślić coś, żeby je przetworzyć bez poczucia straty.
Posegregowałam wykroje z kursów szycia w Anwo S.C. i zdecydowałam, że przypomnę sobie jak się szyło spodnie. Zaczęłam od krótkich, żeby w razie porażki zmarnować mniej tkaniny.

Na początek odrysowałam formę spodni na nowym papierze, bo moje kursowe portki miały kieszenie w ramce a nie takiego typu jak w dżinsach. Dorobiłam kieszenie i skroiłam materiał.
Zszycie części było proste, ale na rozporek przeznaczyłam sobie cały wolny wieczór, bo nie pamiętałam, jak się go robi. Na szczęście są filmiki na YouTube. Sporo też dało mi spokojne przyjrzenie się poprzednim spodnim, kupionym w sklepie.
Nie od razu wszystko wyszło jak trzeba, musiałam pruć parę krzywych szwów, ale ogółem jest  dobrze.

Zapominałam o wycięciu tyłów ze złożonego materiału więc kratka nie jest spasowana. Pasek niezauważenie zmienił szerokość w trakcie wszywania a jego zakończenia poprawiałam pięć razy i w końcu dałam spokój. Na szczęście to moje spodnie i mogą być krzywe.

Wykrój robiłam w czerwcu i od tego czasu chyba schudłam, bo mam luzy w pasie. Na razie niczego nie zwężam, bo pewnie po zimie trzeba byłoby poszerzać ;)

Gotowe :)

wtorek, 10 października 2017

Ceramika bizantyjska

Zrobiłam na zamówienie trochę misek z terenów Cesarstwa Bizantyjskiego, datowanych na XI i XII wiek. To była przyjemność. Miski wychodzą mi już całkiem ładne, równe, cienkościenne. Wyrobiłam się.

Szkliwo jest bardzo ciekawe, nałożone cienko daje głęboki odcień brązu, a nałożone grubo słoneczną żółć. Dzięki temu miski wyglądają na starsze, niż w rzeczywistości ;)

Zdjęcia zrobiła Monika Urbańska-Ilecka, z Pracowni Mansarda.







piątek, 6 października 2017

Paskudna wełna, czyli jak się zmobilizować :)

Nogawice ze wstrętnej wełny
Kupiłam kiedyś na Allegro wełnę 100%, z której zamierzałam uszyć sobie piękna sukienkę w pasy. Miała być tkana splotem płóciennym, jasnoszara z bordowymi paseczkami. To, co dostałam było jakimś okropnym diagonalem z wystającym, metalicznym włosiem, gryzącym jak papier ścierny.

Byłam wtedy jakaś nieśmiała i nie zwróciłam tego paskudztwa, choć powinnam. Przez 10 lat przerabiałam tą wełnę, było tego ze cztery metry, więc szło powoli. Porobiłam kaptury z podszewką, spodnie wczesne, płaszczyki i w końcu nogawice dla mnie. 
Kiedy zaczynałam zabawę w reko uszyłam sobie pełny męski strój - nogawice, dublet, koszule i gacie i dumnie paradowałam w nim po Grunwaldzie. Ponieważ źle dobrałam materiał na nogawice i był to sztywny loden, to oczywiście pękły pierwszego dnia po założeniu. Na szczęście w zapasie miałam bawełniane portki kupione na straganie dla turystów za 20 zł i te szmaciaki służyły mi ponad 10 lat na każdej inscenizacji. 

W tym roku pojechaliśmy na inscenizację do Torunia, i jakoś mnie naszło, żeby w końcu uszyć męski strój na nowo zamiast wstydliwie opychać pod przeszywką koszulę z ikeowskiej bawełny i stare spodnie z zamkiem błyskawicznym. Z braku materiałów wyciągnęłam resztki ohydnej wełny w paski, zesztukowałam co się dało i zrobiłam nogawice. Za krótkie, źle spasowane, ale jednak. W Toruniu były tropiki i przeklinałam moje głupie pomysły :)
Nowy wykrój



Pomyślałam po powrocie, że więcej tego dziadostwa na siebie nie założę i kupię porządny materiał. z Wolina przywiozłam ładny kawałek wełny w kolorze "jasny ugier" i zabrałam się do dzieła. Nieudane nogawice posłużyły jako wzornik na nowe. Potem idą do  śmieci, bo ileż można się męczyć z tą wełną. Niech zostanie już tylko wspomnieniem :)



Nie ma to jak ręczne szycie :)