czwartek, 23 czerwca 2016

Trzecie życie sukienki

Przekopałam kartony z materiałami, skrzynie i szafy, pomierzyłam obwody, obejrzałam szwy, zrobiłam rachunek sumienia... I pocięłam część starych, już bardzo niekoszernych ubrań na kawałki. Z tych kawałków powstają sztukowańce, czyli ciuszki dla dzieci. W ten sposób materiał kupiony 15 lat temu najpierw stał się sukienką, wyjątkowo niehistoryczną, potem dubletem i kapturem, a teraz małym kaftanem dla wikinga... Na kolejną przeróbkę już go chyba nie wystarczy. No, może na czapeczkę.

Takie traktowanie materiału było powszechne w Średniowieczu i późniejszych czasach, do rewolucji przemysłowej, której skutkiem było spadek cen tkanin.
Zachowane są zapisy z czasów epidemii Czarnej Śmierci w Krakowie, gdzie nakazywano palić starą odzież, która handlowano na targach ze starzyzną. Był cały targ przeznaczony tylko na używane ubrania.
Z dworu angielskiego pochodzi przypadek aksamitnego stroju królewskiego, który przerabiano na kolejnych właścicieli, aż w końcu z resztek luksusowej tkaniny zrobiono dwa wałki pod głowę do łoża.
Przykładów późniejszych też jest sporo, zwłaszcza w literaturze. Na przykład "Zwierciadło próżności"czyli wczesny XIX wiek - matka przerabia swoje suknie na ubrania dla dziecka.

Dzisiejsze ubrania nie pozwalają tak swobodnie się przerabiać, bo są szyte z małych kawałków i najczęściej nikomu nie chce się ich pruć by odzyskać tkaniny. Zmieniły się ceny, ale warto pamiętać o tym, że kiedyś ubrania były cenne. Tak cenne, że przekazywano je w testamentach następnym pokoleniom.

Sztukowaniec od środka