niedziela, 22 stycznia 2017

Niebieska wełna

Bardzo podoba mi się cykl "#Po co to kupiłam?" na blogu Joanki Z. Podpatrywanie, jak inni dają sobie radę ze swoimi zaległymi projektami jest inspirujące. 

Widok góry materiałów złożonych na półce i grożących zawaleniem na głowę podczas pacy przy maszynie jest deprymujący. Jednocześnie wiem, że trzeba to w końcu ogarnąć, ale na widok ilości tkanin po prostu mi się odechciewa.

Na szczęście Nowy Rok to dobry moment, żeby coś z tym zrobić.

Postanowiłam zacząć od sporego kuponu niebieskiej wełny 100%, kupionej na jesieni zeszłego roku.


Po co to kupiłam? 
Sama nie wiem. Kolor mi się strasznie spodobał, a do tego wełna jest cienka, więc można z nią dużo zrobić.

Za ile i kiedy kupiłam?
Kupiłam ta wełnę jakoś w październiku, i dałam za nią ponad 100 zł.

Co z tego ostatecznie powstało?
Fartuszek wikiński dla córki na wyjazd na Dziady, a dla mnie jacquet na XVII wiek. Został jeszcze mały kawałek na torebkę lub podszewkę w kapturku dla dziecka.

Szycie zajęło mi 3 dni, z czego 1 dzień to były same poprawki.

Fartuszek
Wybieranie luzów. Pod ciuchem gorset.
[Nie cierpię robić selfie, nigdy nie wychodzą]



Zdjęcie gotowego ciucha zrobiła moja córka. Z emocji trzęsła się jej ręka a paluszkami zamazała obiektyw. No trudno, pierwsze koty za płoty :)

Dzięki nowej maszynie udało mi się ozdobić jaquet kilkoma ściegami dekoracyjnymi.
Jaquet

W oryginale nie ma doszywanej baskiny, ale tak spaprałam wykrój, że obcięłam błędy żeby się nie denerwować i doszyłam baskinkę. Dzięki temu jaquet ładnie się układa, 
Pinterest - różne wersje żakietów do pooglądania.