Miseczki mają pojemność od 0,2 do 0,3 l, a dzbanuszek 0,45 l.
piątek, 11 listopada 2016
Zastawa stołowa
Komplet średniowiecznych naczyń jest już gotowy. Oryginały misek i talerzyków pochodzą z Walencji w Hiszpanii, a dzbanek to interpretacja włoskiej majoliki z przełomu XIV i XV wieku.
niedziela, 6 listopada 2016
Spacer
Przeprawa przez rzeczkę okazała się pechowa, bo moja niecierpliwa córka pośliznęła się i spadła z kłody. Zamoczyła się po pas, więc wróciła z tatą do domu. Syn został ze mną i dotrzymał kroku dorosłym przez całą trasę, czyli trochę ponad osiem kilometrów, i cała wycieczka bardzo mu się podobała. Na wyprawę z noclegiem dzieci są chyba jeszcze trochę za małe, bo przechodzą dystans nie większy niż dziesięć kilometrów, ale za rok czy dwa może już się uda.
Zdjęcia
wtorek, 1 listopada 2016
Robe / płaszczyk z ćwiartek
![]() |
| Czerwony płaszczyk - zdjęcie z zeszłorocznej Parady w Dzień Niepodległości. Jakoś innego nie mam. |
Krój wyewoluował z houppelande, szytej z 4 wycinków koła. W zależności od ilości posiadanej tkaniny może być bardzo suty albo dość wąski. Jedyne miejsca dopasowana do figury to linia ramion i wszycia rękawów. Zatem wymiary jakie są potrzebne, to obwód szyi, klatki piersiowej i szerokość w ramionach, oraz długość całkowita płaszczyka i długość rękawa.
![]() |
| Szkic wykroju |
niedziela, 30 października 2016
Wielki garnek
Zabrałam się do porządkowania ceramiki przed zimą i przy okazji sprawdziłam pojemność mojego największego dotąd samodzielnie zrobionego naczynia. 5,5 litra!
Dzięki dwukrotnemu wypałowi prawie nie przesiąka, mimo że glina jest dość porowata. Zapewne po ugotowaniu w nim kaszy sam się uszczelni. Nie wiem tylko, komu potrzeba aż tyle kaszy ;)
Dzięki dwukrotnemu wypałowi prawie nie przesiąka, mimo że glina jest dość porowata. Zapewne po ugotowaniu w nim kaszy sam się uszczelni. Nie wiem tylko, komu potrzeba aż tyle kaszy ;)
czwartek, 27 października 2016
Kwas chlebowy
Tyle pisałam o tym kwasie, ale nie napisałam, jak się go robi.
Oto składniki:
- suchy chleb; 300 gram lub więcej
- woda: 4-6 litrów
- cukier lub miód: 3 łyżki
- zakwas chlebowy: 1 łyżka
Najpierw podpiekam w piekarniku pokrojony na kromki chleb, żeby ładnie zbrązowiał. Kwas będzie mieć ładniejszy kolor. Potem wrzucam chleb do garnka i zalewam wrzątkiem. Pozwalam mu si moczyć cały dzień, a czasem dobę. Odsączam wodę z chleba i zlewam do wielkiej plastikowej butli po wodzie mineralnej do 2/3 wysokości naczynia [inaczej ciśnienie podczas fermentacji wysadzi korek]. Dodaję cukier lub miód, zależnie od tego o mam w domu i łyżkę aktywnego zakwasu. Zakręcam butlę i stawiam przy kaloryferze. Po 4 dniach sprawdzam czy kwas nadaje się do picia. Jeśli jest smaczny to trafia do kubka. Jeśli nie, to dodaje do niego karmelu z palonego cukru [4 łyżki], kolejną łyżkę zakwasu i daję mu jeszcze 2 dni popracować.
Dobry do picia kwas wystawiam w zimne miejsce czyli chwilowo na balkon. Temperatura zatrzymuje pracę drożdży a odstanie w chłodzie poprawia smak i klarowność napoju.
Kwas najczęściej nalewam przez geste sitko, żeby odcedzić otręby z zakwasu.
Smacznego!
Oto składniki:
- suchy chleb; 300 gram lub więcej
- woda: 4-6 litrów
- cukier lub miód: 3 łyżki
- zakwas chlebowy: 1 łyżka
Najpierw podpiekam w piekarniku pokrojony na kromki chleb, żeby ładnie zbrązowiał. Kwas będzie mieć ładniejszy kolor. Potem wrzucam chleb do garnka i zalewam wrzątkiem. Pozwalam mu si moczyć cały dzień, a czasem dobę. Odsączam wodę z chleba i zlewam do wielkiej plastikowej butli po wodzie mineralnej do 2/3 wysokości naczynia [inaczej ciśnienie podczas fermentacji wysadzi korek]. Dodaję cukier lub miód, zależnie od tego o mam w domu i łyżkę aktywnego zakwasu. Zakręcam butlę i stawiam przy kaloryferze. Po 4 dniach sprawdzam czy kwas nadaje się do picia. Jeśli jest smaczny to trafia do kubka. Jeśli nie, to dodaje do niego karmelu z palonego cukru [4 łyżki], kolejną łyżkę zakwasu i daję mu jeszcze 2 dni popracować.
Dobry do picia kwas wystawiam w zimne miejsce czyli chwilowo na balkon. Temperatura zatrzymuje pracę drożdży a odstanie w chłodzie poprawia smak i klarowność napoju.
Kwas najczęściej nalewam przez geste sitko, żeby odcedzić otręby z zakwasu.
Smacznego!
środa, 26 października 2016
Chleb
Uwielbiam chleb i nie mogę się bez niego obejść. Z dobrymi piekarniami w którymś momencie było krucho, więc postanowiłam sama zabrać się za zrobienie chleba. Zwłaszcza, że zależało mi na takim, który mogłabym zabierać ze sobą na wyjazdy; trwałym, smacznym i przypominającym w miarę możliwości średniowieczne wypieki.
Zaczęłam od wyhodowania zakwasu a potem przetestowałam kilkadziesiąt przepisów na różne chleby. W końcu udało mi się znaleźć najlepszy dla mnie. Taki, z którego chleb wychodzi zawsze.
Oto on:
- 60 gram mąki żytniej [obojętnie czy chlebowej czy razowej]
- 240 gram wrzątku
Mąkę wymieszać z wrzątkiem na gładką kluchę i odstawić do przestygnięcia. Jak będzie letnia to dodać do niej następujące składniki:
- 200 gram zakwasu
- 100 gram wody
- 12 gram soli [2 płaskie łyżeczki]
- 15 gram cukru lub miodu [duża łyżka]
- 350-400 gram mąki [żytniej, pszennej, orkiszowej]
Wymieszać robotem kuchennym z użyciem haka. Przykrytą ściereczką miskę z ciastem odstawić na 8 godzin w ciepłe miejsce. Po tym czasie przełożyć ciasto do formy [ja używam blachy natartej olejem i obsypanej mąką razową]. Formę przykryć i odstawić w ciepłe miejsce na minimum 4 godziny. Ciasto powinno trochę wyrosnąć. Po tym czasie wstawić do chłodnego piekarnika. Grzanie ustawić na 200 stopni Celsjusza [tylko dolna grzałka] a na dno piekarnika wrzucić 4 kostki lodu. Piec w tej temperaturze aż chleb się zezłości i zacznie sam odchodzić od ścianek formy. Zazwyczaj trwa to około 40-60 minut.
Po tym czasie granie zmniejszyć do 150 stopni i wyjąć chleb z formy. Wstawić do piekarnika na jeszcze 10 minut, żeby odparował z dołu i z boków. Można dać grzanie góra-dół albo termoobieg.
Po 10 minutach grzanie wyłączyć i otworzyć piekarnik. Chleb popukany od spodu powinien wydawać głuchy odgłos.
Teraz chleb musi sobie powoli wystygnąć. Dopiero chłodny można pokroić, inaczej rozpada się pod naciskiem noża.
Najlepiej prace z chlebem rozłożyć sobie na 2 dni, bo ciasto chlebowe rośnie 2 razy i potrzebuje na to czasu. Ja wieczorem mieszam składniki a rano przerzucam do formy, wstawiam ją do piekarnika i dorzucam lód. Mam piekarnik z ustawieniami czasowymi, więc programuję go tak, by zakończył pierwsza fazę pieczenia jak wracam z pracy. Wtedy go wyjmuję i dosuszam bochenek. Potem zostaje cierpliwe czekanie, aż ostygnie więc najczęściej jem go na śniadanie.
Eksperymentowałam w tym przepisie z mąką gryczaną, jaglaną czy owsianą, ale był to dodatek nie przekraczający 50% masy suchej mąki. Zaprawę na wrzątku zawsze robię z mąki żytniej. I z razowej i z chlebowej wychodzi doskonale.
Zaczęłam od wyhodowania zakwasu a potem przetestowałam kilkadziesiąt przepisów na różne chleby. W końcu udało mi się znaleźć najlepszy dla mnie. Taki, z którego chleb wychodzi zawsze.
Oto on:
- 60 gram mąki żytniej [obojętnie czy chlebowej czy razowej]
- 240 gram wrzątku
Mąkę wymieszać z wrzątkiem na gładką kluchę i odstawić do przestygnięcia. Jak będzie letnia to dodać do niej następujące składniki:
- 200 gram zakwasu
- 100 gram wody
- 12 gram soli [2 płaskie łyżeczki]
- 15 gram cukru lub miodu [duża łyżka]
- 350-400 gram mąki [żytniej, pszennej, orkiszowej]
Wymieszać robotem kuchennym z użyciem haka. Przykrytą ściereczką miskę z ciastem odstawić na 8 godzin w ciepłe miejsce. Po tym czasie przełożyć ciasto do formy [ja używam blachy natartej olejem i obsypanej mąką razową]. Formę przykryć i odstawić w ciepłe miejsce na minimum 4 godziny. Ciasto powinno trochę wyrosnąć. Po tym czasie wstawić do chłodnego piekarnika. Grzanie ustawić na 200 stopni Celsjusza [tylko dolna grzałka] a na dno piekarnika wrzucić 4 kostki lodu. Piec w tej temperaturze aż chleb się zezłości i zacznie sam odchodzić od ścianek formy. Zazwyczaj trwa to około 40-60 minut.
Po tym czasie granie zmniejszyć do 150 stopni i wyjąć chleb z formy. Wstawić do piekarnika na jeszcze 10 minut, żeby odparował z dołu i z boków. Można dać grzanie góra-dół albo termoobieg.
Po 10 minutach grzanie wyłączyć i otworzyć piekarnik. Chleb popukany od spodu powinien wydawać głuchy odgłos.
Teraz chleb musi sobie powoli wystygnąć. Dopiero chłodny można pokroić, inaczej rozpada się pod naciskiem noża.
Najlepiej prace z chlebem rozłożyć sobie na 2 dni, bo ciasto chlebowe rośnie 2 razy i potrzebuje na to czasu. Ja wieczorem mieszam składniki a rano przerzucam do formy, wstawiam ją do piekarnika i dorzucam lód. Mam piekarnik z ustawieniami czasowymi, więc programuję go tak, by zakończył pierwsza fazę pieczenia jak wracam z pracy. Wtedy go wyjmuję i dosuszam bochenek. Potem zostaje cierpliwe czekanie, aż ostygnie więc najczęściej jem go na śniadanie.
Eksperymentowałam w tym przepisie z mąką gryczaną, jaglaną czy owsianą, ale był to dodatek nie przekraczający 50% masy suchej mąki. Zaprawę na wrzątku zawsze robię z mąki żytniej. I z razowej i z chlebowej wychodzi doskonale.
niedziela, 23 października 2016
Dziady w Sławutowie
![]() |
| Pogaduszki przed chatą |
Pogoda w Trójmieście nie była zachęcająca, ale deszcz i mgła ustąpiły w okolicach Redy, a potem było już tylko lepiej. Na miejscu było już sporo ludzi, ogień palił się w piecach i zaczynało się rzucanie toporami i strzelanie z łuku. Moje dzieci dostały własny kącik do strzelania i wsiąkły dokumentnie. Przybiegały tylko wtedy, gdy nie mogły same znaleźć strzał, albo wstrzeliły się w ścianę chaty na wysokości 3 metrów. Na szczęście miły turysta wspiął się po wsporniku i wyjął strzałę ze szczeliny, za co obdarzyły go tytułem człowieka-wiewiórki.
Ja dołączyłam do ekipy przygotowującej biesiadę. Znów miałam przyjemność testowania glinianego garnka. Był spory, prawie dwulitrowy, wczesny, z mocno szamotowej gliny. I sprawował się świetnie, zwłaszcza że był to debiut. Ugotowałam w nim kaszę pęczak, dzięki czemu wnętrze garnka się zaimpregnowało i nie powinni już przepuszczać wody.
W międzyczasie zakończyły się przygotowania do obrzędu. Było krótkie wprowadzenie, składanie ofiar i bajka dla dzieci o pierwszym człowieku, który nie miał daru śmierci i o tym skąd wziął się zwyczaj palenia zmarłych na stosie. Sporo się dowiedziałam :)
![]() |
| Gry na majdanie |
Potem było ogniste widowisko, ale tylko rzuciłam okiem, bo trzeba było zając się smażeniem mięsa i dokańczaniem potraw. Za to dzieci obejrzały całość i przybiegły z relacją.
Wydano kapustę z boczkiem i prawie wszyscy pojechali szukać w lesie kurhanów, żeby urządzić na nich prywatny obrzęd Dziadów. Ja tymczasem spakowałam maluchy i ruszyłam do domu. Nie byliśmy przygotowani na nocleg, ale za rok pewnie zostaniemy aż do następnego dnia.
Inne zdjęcia
![]() |
| Mali łucznicy |
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















